sobota, 29 grudnia 2012

Poświątecznie...

 
 
 Witajcie po Świętach!!
 
Po wpisach na Waszych blogach widzę, że był to
bardzo udany Czas :)
I u nas było bardzo rodzinnie, spokojnie i bardzo świątecznie :)
choć choroby nadal nie mogą się od nas odczepić.
Dziękuję wszystkim za życzenia zdrowia, za życzenia świąteczne i za pamięć.
 
Niestety w przedświątecznym zgiełku pełnym zajęć przeplatanym choróbskami,
małym malowaniem pokoju naszej latorośli
(między szorowaniem wanny a pieczeniem ciast),
mocowaniem się z laptopem
zabrakło mi już żywcem czasu na bloga nad czym bardzo ubolewam.
Jestem pełna podziwu dla tych z Was, które na bieżąco w takich chwilach
jak zbliżające się Święta potrafią umieszczać regularne posty!!
I na prawdę mówię piszę serio. Czapki z głów.
 
 Chcąc nadrobić choć odrobinę te braki
już na spokojnie udało mi się w ostatnich dniach pstryknąć kilka
ujęć jeszcze ze Świątecznym klimatem w tle i nie tylko...
 
 




 
 
 
 
 
 
 
 






 



 

 
foto Joanna Jaworska, A cup of heaven...
 
 
No a już za chwilę, już tuż tuż...
Wielkimi krokami zbliża się do nas Szanowny Nowy Rok...
Macie może jakieś postanowienia, których dotrzymać pragniecie?
Marzenia, które chcecie by w tym roku się spełniły?
 
 
 
Pozdrawiam cieplutko!!!
Cudnego wieczoru!!
 
 
 
J.
 
 
 

 

wtorek, 25 grudnia 2012

WESOŁYCH ŚWIĄT !!!

 
 
***
 
 
 
 
 
via tapeciarnia.pl
 
 
 
***
Ps. z powodu awarii mojego laptopa nie jestem w stanie
na razie zbyt często pojawiać się na blogu jak i u Was na blogach
Kochane. Mam ogromną nadzieję, że problem ten niedługo uda mi się rozwiązać.
Tym czasem trzymajcie się ciepło.
 
 
 
J.


środa, 19 grudnia 2012

INSPIRUJĄCO - To jakieś fatum :)

Hello!!
 
Cieszę się kochane, że w ostatnich inspiracjach znalazłyście coś dla siebie.
Ostatni parę tygodni było niełatwych.
Również z uwagi na zdrowotne zawirowania w mojej rodzinie.
(Nic na szczęście bardzo poważnego - nie chcę siać paniki ;) )
 
Jak tylko zaczęłam malowanie przedpokoju prace musiałam
zwolnić maksymalnie bo na dwa tygodnie rozłożyła mi się moja pociecha.
A malowanie przy wszędobylskim, ciekawskim młodym człowieczku
(w piątek skończone trzy latka)
jest baaaardzo utrudnione.
Po przedpokoju stwierdziłam, że i część salonu przemaluje a ponieważ
moje działania w tym kierunku rozpoczęły się przed chorobą szanownego młodzieńca,
jak tylko się rozchorował miałam rozgrzebane totalnie wszystko :)
Na szczęście mam to już za sobą!! Nawet drzwi w przedpokoju pomalowane.
 
Ale, ale... ostatnie półtorej tygodnia do Świąt. Planów w głowie na
sprzątanie, dekorowanie, pieczenie multum ...
A tu w piątek... angina !! Mamuśka (czyli ja)
rozłożona na łopatki. No toż to już jakaś przesada.
(czyżby to zasługa tego małpiszona, którego jeszcze nie miałam się kiedy pozbyć?)
 
Najgorsze pierwsze trzy dni. Poniedziałek już lepiej więc mądra mamuśka
stwierdziła, że skoro i tak siedzi w domu 24h to może jeszcze zdoła
pomalować ścianę u młodego tak jak to planowała od dłuższego czasu
(mały projekcik w głowie na Święta).
No więc na początek szpachla w rękę i do dzieła. Załatałam wszystkie dziury do likwidacji,
przeszlifowałam korzystając z faktu, że moich mężczyzn cały boży dzień do wieczora miało nie być.
 
No i super! Stwierdziłam, że maksymalnie w dwa dni z malowaniem się uporam.
I co? I gucio! W NOCY MALUCH DOSTAŁ GORĄCZKI…
Prace wstrzymane, mąż chce mnie udusić, że na Święta załatwiłam synowi
bardzo gustowną, pstrokatą ścianę…
No to jakieś fatum nad tym malowaniem zawisło J
Ale zdążę, no muszę zdążyć! Nie zostawię przecież tak tego.
 
A tym czasem znów coś w klimacie ...
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
1,3,4 - pinterest
2 - decoratrix.com
 

 
Pozdrawiam Was Kochani!!
 
 
 
J.
 


wtorek, 18 grudnia 2012

INSPIRUJĄCO - wyłącznie Świątecznie...

Witajcie ponownie!
 
 
Moi drodzy dziś już tylko świątecznie.
Mam nadzieję, że już niebawem będę mogła wrzucić kilka
fotek z własnych czterech kątów...
Tym czasem parę wygrzebanych, klimatycznych inspiracji...
 
 
 
 
 
 
 
 

 
 
 
 

 
 
 
 

 
2 - from Hubsch , Pinterest
 
 
Ps. Czy ja dobrze słyszałam, że Święta mają być BEZ ŚNIEGU??!!
MÓWIĘ STANOWCZE NIEEE!!
 
 
Gorące buziaki!!
 
J.
 


niedziela, 16 grudnia 2012

Dla Szprotki...

 
Kochani!!
 
Pozwalam sobie wyjątkowo zmienić formę posta
z dnia 16.12.2012r.
Pragnę by wspomnienie o Szprotce było poświęcone TYLKO I WYŁĄCZNIE
jego historii... 
 
 
W ostatnim czasie zdarzyło się coś co bardzo mnie
zasmuciło i mocno mnie wytrąciło z codziennego rytmu moich zajęć
i planów. Było również przyczyną tak długiej przerwy w blogowaniu.
I choć to blog, który powinien mieć tylko i wyłącznie lekką, przyjemną (głównie dla oka)
zawartość to pozwolę sobie o tym wspomnieć bo nadal ta historia mnie porusza, wyciska łzy z moich oczu i pewnie długo jeszcze tak będzie.
Od jakiegoś czasu mocno kibicowałam choremu na serce Bartusiowi Witkowskiemu
w powrocie do zdrowia. Śledziłam kolejne wpisy Jego Cudownych Rodziców
Pani Igi i Pana Tomasza (www.gamonie.com  ), którzy przez całe cztery lata życia Szprotki dzielnie i z wielką wiarą walczyli o zdrowie swojego synka.
Sam Bartuś walczył heroicznie o każdy dzień życia.
W połowie tego roku okazało się, że jedyną nadzieją na uratowanie życia
malucha jest przeszczep serca i płuc. Kosztować on miał 1000000zł.
Wydawało się wtedy, że to największa przeszkoda, którą trzeba pokonać.
Jednak tą ogromną sumę uzbierano w dwa (!!!!) tygodnie.
Niestety... Wada serduszka Bartusia okazała się za poważna i trzy miesiące po
swoich czwartych urodzinach 22.11.2012r. mimo ogromnych starań lekarzy Bartuś zmarł...
Zapytacie czemu o tym piszę...
Zapytacie czemu właśnie teraz w tym przedświątecznym radosnym zgiełku, natłoku przygotowań do Wigilii, gorączkowego poszukiwania prezentów i ozdób ...
 
Z trzech ważnych dla mnie powodów.
 
Po trzecie :
 
Sama zadawałam sobie pytania po co śledziłam z taką uwagą tą historię.
Po co, skoro wiedziałam, że może zdarzyć się tak, że będę to bardzo mocno przeżywać (choć kciuki trzymałam do samego końca) i cierpieć ...
Okazało się, że ma to jednak swój bardzo wyraźny cel.
To jeden z tych momentów w życiu gdy człowiek zadaje sobie pytanie co tak naprawdę
jest w życiu ważne (umówmy się - nie zadajemy sobie tych pytań codziennie). To moment gdy przychodzi się do pokoju swojego smyka
 śpiącego cichutko we własnym łóżeczku i siedzi przy nim parę godzin rozkoszując się
po prostu tym, że jest, że czuje się jego ciepło, słyszy się jego miarowy oddech,
i że nic tak jak szczęście i zdrowie naszych najbliższych oraz chwile, które możemy spędzić razem nie jest ważne.
Banał - być może...
 
Po drugie :
 
W podzięce dla Rodziców Bartulka, którzy swoją piękną, dzielną postawą
wiele, nas śledzących tą historię, nauczyli.
Cały czas jestem myślami z Wami.
 
I wreszcie po pierwsze :
 
Ku pamięci kochanej Szprotki, Bartusia, Aniołeczka.
 
 
 
Bartku - NIGDY O TOBIE NIE ZAPOMNĘ...
 
[ * ]
 
 
 
 
 
fot. Jackie Rueda , www.jackierueda.com
 
 
 A to zdjęcie... to zdjęcie pozostawię...
Nie przypadkiem znalazło się ono w pierwszej wersji posta...
To zdjęcie jest dla Ciebie...dla mnie...
Wierzę mocno, że tak pięknie jest tam - piętro wyżej
jak napisali Twoi rodzice...
 
 
 
 
J.